Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/caetera.do-robic.sanok.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
– Zapłacić?-powtórzyłaO1ivia.

razie w stanie Kalifornia nie ma więźnia na warunkowym, któremu moglibyśmy to przypisać.

– Zapłacić?-powtórzyłaO1ivia.

i... i jeszcze ten przejmujący dziecięcy głosik w telefonie. Mój Boże, myślała, że to Jamie. Przez krótką chwilę myślała, że jej córeczka wciąż żyje. Kto się tak nad nią znęca? Kto wymyślił taki okrutny żart? Ktoś, kto cię nienawidzi. Ktoś, kto chce, żebyś się załamała. Ktoś, kto cię bardzo dobrze zna. Chyba że wszystko sobie wymyśliłaś. Może to tylko twoja wyobraźnia? Pojękując, sięgnęła po telefon, żeby sprawdzić, skąd dzwonił ten ktoś, ale w pamięci telefonu nie było żadnych numerów. Może je skasowała? Myśl, Caitlyn, myśl! Wróciła z joggingu, brała prysznic... i... i... i co? Co? - Do diabła. - Nie pamięta ostatnich kilku godzin. Chociaż nie, pamięta, że przyszedł detektyw Reed. Zgadza się? Tak... i zatrzasnęła mu drzwi przed nosem, mówiąc, że musi skontaktować się z prawnikiem. Ale nie miała wątpliwości, że wróci. Tylko patrzeć, a zjawi się z kajdankami. O Boże, w co ona się wpakowała? Wszyscy w rodzinie umierają... po kolei opuszczają ten świat. Pomyślała ze smutkiem o swojej córeczce, matce, a nawet o Joshu. Był sukinsynem, ale nie zasłużył na tak okropną śmierć... Zamrugała oczami. Przypomniała sobie najdrobniejsze szczegóły pewnej rozmowy. - Napijesz się wina? - drażniła się z nim. - Nie, ty masz przecież alergię... - Na inne wino. A teraz wynoś się stąd. - Uśmiechnął się zarozumiale i opróżnił kieliszek. Co za głupiec. Dreszcz przebiegł jej po plecach. Co ona zrobiła tamtej nocy? Była tam, w domu Josha, w jego gabinecie... ale on wtedy żył... Więc ta krew... skąd wzięła się ta krew? Może przyniosłaś ją tutaj, wariatko. Jesteś wystarczająco szalona, żeby coś takiego zrobić. Czy ten odcisk dłoni nie pasował do twojej dłoni? O Boże, Boże, Boże! Serce zaczęło łomotać, przypomniała sobie tamten ranek, sypialnię we krwi: lepkie prześcieradła, ciemne plamy na firankach i dywanie, pęknięta szyba w łazience. Błądząc palcami po nocnej szafce, strąciła pilota od telewizora i włączyła lampkę. Rozejrzała się szybko, by upewnić się, że drzwi są zamknięte, a w pokoju nie ma rozmazanej krwi ani niczego niepokojącego. Było cicho. Może zbyt cicho. Nie zaczynaj od nowa, Caitlyn. Boisz się własnego cienia. Oskar przeciągnął się i ziewnął, odsłaniając czarne wargi, różowy język i ostre zęby. - Leniuszek! - podrapała go za uszami. - Tak jak ja. Straszne z nas leniuchy. - Próbowała opanować narastającą panikę, bez skutku. Z trudem zwlokła się z łóżka. W lustrze w łazience zobaczyła swoją przerażoną twarz. - Weź się w garść - warknęła, zaciskając ręce na brzegu umywalki. - Nie wolno ci się załamać. Tylko nie to! - Odkręciła kran, pochyliła się i opryskała wodą policzki i czoło. Zacisnęła powieki. Teraz kilka głębokich wdechów. Uspokój się, nie słuchaj tych głosów... nie słuchaj. Powoli otworzyła oczy i groźnie spojrzała na swoje odbicie. Taka słaba. Taka przerażona. Taka krucha. Weź się w garść! Dobrze, będę dzielna, powiedziała sobie.
Ale ona żyje, pomyślał. To już coś!
głośno.
Bentz?
79
obawiała, że ktoś zobaczy, że z nim rozmawia. Wyprostowała się, jakby szykowała się do
Wsiadł do samochodu, zły na siebie, że nie miał dość przytomności umysłu, by
schodach wszedł na górę, do sypialni. Dwoje innych drzwi. Za jednymi kryła się obskurna
Ale i tak coś miał.
– Co? Zginęły? Nie.
– Nie rób tego.
poły śpiwora się rozsunęły i zobaczyła kabinę pod pokładem. Jedna jedyna lampa wypełniała
66
strzępach rozmów dobiegających z kuchni. Coś o tym, że nie zadzwonił, kelnerka narzekała,

i te nieżyjące dziewczynki.

strach, zwątpienie i wstyd. Lata cierpienia, narastającego wraz z każdą nową butelką,
Odpowiedź była nieoczekiwana.
ruszałem na lądowe i żeglarskie wyprawy, a po nastaniu ciemności zapadałem w
Tęskni za mną. Coś takiego. To naprawdę bystre stworzenie.
zdrów. Ale wcześniej rzeczywiście leczyłem się u Donata Sawwicza. On i teraz mną się
Ciekawym typem jest doktor Donat Sawwicz Korowin – właściciel i dyrektor
upowszechniła się wśród zamożnych pielgrzymów, a całkiem ostatnio – staraniem obecnego
Ostatniej nocy był w mojej kwaterze, którą
bywają rzeczy wstrętne, ale one stworzone są tylko po to, by służyć za tło Pięknu.
Bo i co z tego, że dokazawszy cudów pomysłowości, dotarła aż tutaj? Czy w ogóle może
ciało. Teraz musiała wyciągnąć ręce, żeby nie stracić równowagi.
człowiekowi sens polecenia, na zakończenie zaś oznajmił:
kardynałek, ale suknia pozostała żałobnego koloru, a do tego wrażliwy nos Berdyczowskiego
odwróciła się, szukając wzrokiem kogoś na pokładzie.
„Potrzebna pomoc”, pomyślał: co mi szkodzi.

©2019 caetera.do-robic.sanok.pl - Split Template by One Page Love